cze 18 2003

wakacyjne porzadki


Komentarze: 2

Porzadkowalem dzisiaj komputer. Defragmentowalem, scanowalem, optymalizowalem, archiwizowalem, odinstalowywalem, update'owalem...Uff.. Ale bylo warto- chodzi jak nowy. Chociaz nie, nowy byl czystszy - szczegolnie klawiatura nie zawierala w sobie imponujacej kolekcji wszelakiego rodzaju tresci zywieniowych (jest takie slowo??). Tak to jest jak sie je przy internecie. Tak czy owak i tak jest nie najgorzej - mieska nie jem wiec cokolwiek zalega mi miedzy klawiszami moge miec pewnosc, ze nie jest to na pewno gnijaca padlinka. Zreszta niewazne - i tak boje sie, ze lada dzien klawiatura zacznie zyc wlasnym zyciem... Moze wyczyscic..? Nieeee..

No wlasnie archiwizujac roznego rodzaju dokumenty znalazlem moje wczesniejsze zapiski - cos w rodzaju pamietnika o bardzo luznej konwencji. Po przeczytaniu kilku stron dopisalem poltora o jakis tam myslach szwendajacych mi sie ostatnio po glowie. "Zrzucilem z siebie wszystko", bez jakiejkolwiek edycji, ubierania w slowa, pindrzenia sie nad forma. Taki jak to zwa tutaj "stream of conscieousness". I zdalem sobie sprawe, ze ten blog, ktory mial niby slozyc podobnemu celowi nie ma szansy stac sie czyms rownie oczyszczajacym... Nie pozwalam sobie pisac o wszystkim. Za duzo informacji mnie tutaj identyfikuje - ktorykolwiek ze znajomych natknawszy sie na tego bloga od razu wiedzial bedzie kto jest jego autorem. A nie chce odkrywac sie tak calkowicie. Nie przed wszystkimi na pewno. Prawdziwy przyjaciel to "someone who knows you and loves you anyway". Niby tak. Niektore rzeczy tak czy owak zostawic trzeba zamkniete gdzies w szafie. Do ktorej tylko ja mam klucz.

To nie jest do konca szczere. To nie jestem do konca ja. Sprawdzam czy jest jakis komentarz, zastanawiam sie czy ktos to czyta. Malo tego, dzisiaj o malo nie poszedlem sobie na Salse. Nie dlatego, ze chialem. Przeciwnie - super uczy mi sie przez ostatnie dwa dni, czuje sie super siedzac sobie w domu... Tylko co ja mam pisac o nauce. Przydalo by sie troche wydarzen do opisania.. To co na Salse..?

Paranoja !! Niby pisze przeciez dla siebie... No wlasnie, skoro dla siebie to nie bede przeciagal jak mi sie nie chce... Spac isc trzeba...

Zastanawiam sie po co wszyscy pisza te blogi. Ale tak szczerze... Niewazne.

Zapalilbym sobie fajke. Juz dwa tygodnie bez papierosa. Wytrzymam.

londi : :
24 czerwca 2003, 15:03
te obawy są naturalne, ale pomyśl: co ryzykujesz? kiedyś wyrzucisz z siebie ten strumień myśli. bo piszesz dla siebie. choć powody bywają różne. potrzeba akceptacji wyraża się właśnie w sprawdzaniu ilości komentarzy. ale i potrzeba wyrzucenia z siebie nadmiaru myśli. czy może pozostawienie czegoś dla pokoleń? może po prostu dla siebie. dla innego siebie by na chwilkę jeszcze cofnąć sie w czasie. eh, nie wiem.
18 czerwca 2003, 23:49
:)też sie już nad tym zastanawiałam:) hmmm może szukamy akceptacji, bo przeciez w duszy wiemy że nie piszemy tylko dla siebie:) jedno nas tylko różni:) ja jestem sobą, może nie do końca sie uzewnętrzniam, ale napewno jestem soba:)

Dodaj komentarz